A więc wiem, że o wiele bardziej chcecie rozdział, ale pragnę poinformować o naszych podpisach, czyli moim i Estery.
A więc mój to będzie M. K. , czyli Mroczna Królowa, a ona będzie miała M. Q, czyli Magic Queen.
To by było na tyle. Pomału, ale nie za pomału zaczynam rozkręcać się z rozdziałem. Za niedługo się z nim spotkacie. I ze mną też. Do rozdziału!!
czwartek, 10 grudnia 2015
Takie tyci tyci info.
czwartek, 15 października 2015
Rozdział II Kłopoty
Dwa lata po wielkiej zimie w Arendell, wiele się zmieniło. Mianowicie Kristoff oświadczył się Annie, wzięli ślub jakiś miesiąc temu. Elsa i Anna stały się najlepszymi przyjaciółkami, a także najlepszymi dla siebie siostrami.
Olaf na dobre zakolegował ze Svenem, a także, że swoimi śnieżny braćmi .Ach..długo by opowiadać.. A więc obecnie trwało jedno z najbardziej słonecznych miesięcy w Arendell. Lato. Samo południe. Pałacowa pora obiadu. Niemalże wszyscy już zasiedli do stołu. Nie było widać tylko Anny.
Perspektywa Elsy :
Nigdzie nie widziałam Anny. Zawsze jako pierwsza przychodziła na czwartkowy obiad. Pewnie z tego powodu, że było jej ulubione danie, czyli obiad na słodko, a plus deser. Mniam... Też go lubię. Ale kto nie lubi czekolady?! Ciągle jej nie ma. Niby Kristoff mówi, że wszystko jest z nią dobrze, ale i tak uważam, że to dziwne. Trochę się o nią martwię. Spóźnia się godzinę. Idę do niej. Już miałam wyjść z jadalni, gdy dostrzegłam na stole pucharek z lodami Ani. Postanowiłam go wziąć, na pewno się ucieszy. Szłam po schodach, ukradkiem spoglądając na lody. Tak pysznie wyglądały. Śmietankowo-truskawkowe, z dodatkiem czekolady i wafelka. Zaraz, Elsa opanuj się. To przecież lody dla Anny. Ale wyglądają tak smacznie... Nie, już zjadłaś swoje!
Ale tylko troszeczkę.. NIE!!
Pokusa była taka silna, i mimo zaprzeczeń ugryzłam wafelka. Pyszny był. No i coś ty najlepszego zrobiła! Dasz Ance deser i powiesz „Dzisiaj wafelek jest taki nadgryziony?! " Zaraz, myśl... Wiem!!
Idealne rozwiązanie. Że też wcześniej na to nie wpadłam. Wyjme wafelek i po sprawie. Nic się nie z orientuje. Zrobiłam tak. Zapukałam do sypialni Anny.
-Wejdź. - usłyszałam odpowiedź.
Weszłam. Anna siedziała przy toaletce i patrzyła w lustro.
-Coś się stało? Czemu nie było Cię na obiedzie? - zapytałam ją. Gdy się jej lepiej przyjrzałam, sportrzegłam, że jest na twarzy strasznie blada.
-Nic... Po prostu nie mam smaku na jedzenie. - tu już mi coś nie pasowało, ale gdy tylko się odwróciła i zobaczyła pucharek dobrze zmrożonych lodów. Wiecie dlaczego..
-Ale lody zjem. - wzięła deser.
Zaczęła je jeść. Dobrze, że chociaż jest zje.. I nie zapytała się o wafelka;-).
-A co u ciebie? Co było na obiad? - spytała.
- Choć to zobaczysz. - chciałam ją zaciągnąć na dół - Wiesz, że dzisiaj czwartek?
-Tak, tak. Dzisiaj chyba jeszcze trochę poleżę. - odrzekła, po czym weszła na łóżko, nie chciałam jej już przeszkadzać, więc wyszłam. I udałam się do pałacowego lekarza, może jej coś da i poczuje się lepiej.
Perspektywa Anny :
Nie wiem dlaczego, dzisiaj od rana źle czuje. Okropnie bolała mnie głowa i brzuch, nie mówiąc już o nudnościach.. Nie mogłam się normalnie poruszać, bo przy każdym ruchu towarzyszyły mi zawroty głowy. Dobrze, że chociaż zjadłam te lody, zimne ale za to przepyszne.. Jakoś jeszcze wczoraj mi nic nie było, nawet byłam na bankiecie w Lourensain, z okazji narodzin królewskich bliźniąt. Chłopca i dziewczynki. Widziałam te maluchy, były takie urocze, te bujne ciemno brązowe włoski dziewczynki i czarna czapa włosów chłopca po którymi u obojga znajdowały się ogromne szare oczka, które mieniły się różnymi kolorami. Odziedziczyli je chyba po matce, którą tam poznałam. Ojca nie udało mi się spotkać, ponieważ według królowej Lourensain, ich ojciec musiał pozałatwiać jeszcze kilka spraw w swoim kraju. Nawet jego brata nie złapałam, który podobno się ujawnił na przyjęciu. Z resztą to nie ważne. Ważne jest to, że.... Ktoś puka do mojej sypialni?!
-Proszę. - rzekłam na co zza drzwi wyszła pałacowa lekarka.
-Witam Księżniczko. - ukłoniła się na co odpowiedziałam jej skinieniem głowy.
-Słyszałam, że pani nie zadobrze się dzisiaj czuje. To prawda? - wbiła we mnie swoje intensywnie czarne oczy.
-Tak. Ale kto pani o tym powiedział? - odpowiedź była raczej pewna, ale i tak spytałam.
-Pańska siostra. Zbadać?
-Raczej nie mam wyboru. - uśmiechnęłam się.
Perspektywa Elsy :
Po 30 minutach badań, poszłam pod drzwi pokoju Anki, by się dowiedzieć co z nią. Z daleka ujrzałam wychodzącą z jej pokoju Wanesse,gdyż tak miała na imię nadworna pani doktor. Miałam już do niej spokojnie podejść, gdy zobaczyłam, że Kristoff idący drugą stroną korytarza, ma prawdopodobnie ten sam zamiar co ja. Pobiegłam do Wanessy, zanim on doszedł. Przecież jako jej siostra musiałam pierwsza wiedzieć co jej dolega.
-I co jest Annie? - zapytałam.
-Wszystko wskazuje na... Cóż. Zatrucie jadem hieterona.* - powiedziała ze smutkiem w oczach.
-Ale te zwierzęta przecież wycinamy jeszcze w starożytności. - to było dla mnie niemożliwe, chociaż....
-Wiem o tym, ale gorsze jest to, że zioło, które lekarstwem na ten jad, też wyginęło. - rzekła, a ja zamarłam, czy to znaczy, że.. - Chociaż nie, słyszałam, że w dole gór znaleziono taką rośline.
Po jej ostatnich słowach znów nabrałam chęci życia.
- To jak wygląda to zioło? - zapytałam.
-Oto zdjęcie, ale... - wzięłam od niej natychmiast obrazek i wybiegłam. Po drodze napomniałam Krissa, by mnie zastąpił na moją nieobecność. Biegłam bardzo szybko, nawet nie zauważyłam, gdy znalazłam się wśród okropnie gęstej mgły. Jeszcze dziwniejszy był fakt, iż stałam na lodzie. Pewnie sama go zrobiłam. Ale... Za mną usłyszałam pękanie lodu. Pode mną nie było śladu pęknięć. Co jest grane? Poczułam za sobą czyjąś obecność, a gdy się odwróciłam, o mało nie zemdlałam z przerażenia. To....
~napisała K. M